Tegoroczną jesień przywitałem wyprawą w okolice Jeziora Jegocin. Towarzystwo miałem zacne, zaprawione w łażeniu wszelakim: Piotrek, Marcin i Paweł.

Wyruszyliśmy z miejscowości Wejsuny. Drogą asfaltową doszliśmy do ściany lasu, następnie lasem dotarliśmy nad brzeg Jeziora Jegocin. Woda tam jest czysta niezmiernie. W encyklopedii internetowej można wyczytać, że ma I klasę czystości.

Zwiedziwszy cały południowy brzeg jeziora, odbiliśmy w stronę położonego nieopodal Jeziora Jegocinek. Na mapie dookoła jeziora pokazane są tylko lasy. Jeśli jednak przyjrzeć się zdjęciom satelitarnym widać, iż po zachodniej stronie jest coś ciekawego. Musieliśmy oczywiście to sprawdzić. Na miejscu natrafiliśmy na podwójny płot z drutu kolczastego przedzielony pasem ziemi z poustawianymi czujnikami ruchu. To była baza wojskowa. Doszukaliśmy się informacji, że baza powstała w czasie II wojny światowej. Znajdowała się tutaj kwatera Hermanna Goringa w Szerokim Borze. Kwatera nigdy nie była wykryta przez aliantów (podobno dachy bunkrów były zamaskowane trawami). Niemieckie bunkry i budynki zachowały się nienaruszone, a obecnie wykorzystywane są przez Wojsko Polskie.

Jeden z bunkrów był poza terenem wojskowym. Uzbrojeni w latarki poświęciliśmy trochę czasu na podziwianie jego wnętrza.

Po zwiedzaniu bunkra, przedzieraniu się przez bagna i przebytych pieszo wielu kilometrach znaleźliśmy w końcu miejsce na nocleg. Był to cypel po północnej stronie jeziora, nad samym brzegiem. Miejscówka oraz widoki były niezmiernie urokliwe.

Rozbiliśmy obozowisko i zasiedliśmy przy ognisku. Nastał wieczór. Po wodzie zaczął nieść się donośny dźwięk: Bhyyuuuuuuuu, Bhyyuuuuuuuu. Czy to wilki? Może to jakieś ptaki? Nie, to … jelenie! Przełom września i października to pora trwania godów jeleni, zwanych rykowiskiem. Potężne byki walczą pomiędzy sobą o względy łań. Ten, kto wygra stanie się przyszłym ojcem następnego pokolenia. Podczas rykowiska byki jeleni są bardzo podenerwowane i nabuzowane hormonami. Okazało się, że noc spędzimy w samym centrum tego jeleniego przedstawienia. Gardłowe odgłosy zwierząt z porożami rozbrzmiewały dookoła. Miało się wrażenie, jakby cały las był opanowany przez jelenie. Siedzieliśmy przy ognisku, rozmawialiśmy i słuchaliśmy odgłosów zwierząt. Około północy ogarnęło nas zmęczenie i każdy udał się do swojego legowiska na spoczynek. Sen przyszedł szybko. Czasami przebudzałem się i w półśnie słyszałem porykiwania samców jeleni. W środku nocy zbudziło mnie dudnienie o ziemię potężnych nóg zwierzęcia. Nad głową usłyszałem basowy ryk, następnie parsknięcia nozdrzy i oddech byka jelenia. W wydawanych odgłosach czuć było potężną siłę i dzikość stworzenia. Zwierz po chwili oddalił się, a ja zasnąłem.

Rano, jak to bywa rankiem, wstawać się nie chciało. Z barłogu wyciągnął mnie piękny świt, pełen pęcherz moczowy oraz głos któregoś z kolegi: „Wstawać jelenie!”.

Potem było standardowo, czyli śniadanko, pakowanie klamotów i droga powrotna, która była uprzyjemniona m.in. przedzieraniem się przez bagna. Darz bór, leśne ludki.

Komentarze




Autor
Tresc
Ile jest dwa + dwa ?




 Do góry Strona główna

© Przechadzka.pl - opisy wypraw i wędrówek.