Zgadaliśmy się (Piotrek, Paweł i ja), ustaliliśmy termin (sobota, 13 października 2012), miejsce (Jezioro Zyzdrój Mały i Duży) i wyznaczyliśmy cel (obejść jeziora dookoła). W planach mieliśmy nocowanie nad brzegiem jeziora. Powrót do cywilizacji miał nastąpić rankiem dnia następnego.
Z miasta wyjechaliśmy samochodem Piotrka o 10:30, na brzegu jeziora gotowi do marszu byliśmy około 12.

Już na wstępie była pierwsza atrakcja: przejście przez śluzę na strudze łączącej Jezioro Zyzdrój Mały z Jeziorem Spychowskim.

Kolejne kilka godzin minęło nam na wędrówce wzdłuż stromego brzegu jeziora, przedzieraniu się przez gęsto zarośnięte tereny i podziwianiu dzikiej przyrody.

Przy próbie skrócenia sobie drogi, przechodząc przez bagna i przeskakując podmokły teren z kępy na kępę Piotrkowi pośliznęła się noga. Stąpnął w wodę, błoto wessało mu nogę, a szarpnięcie spowodowało nadwerężenie kolana. Od tego momentu chłopaczyna walczył nie tylko z terenem, ale też z bólem. Na szczęście twarda z niego sztuka, za kuśtykał tylko czasami i zaklął pod nosem na wredne bolące kolano.

W trakcie marszu dwukrotnie robiliśmy krótkie, kilkunastominutowe postoje, które przeznaczaliśmy na odpoczynek i posilenie się. Podczas drugiego postoju Piotrek zmieniał zamoczone w bagnie skarpety, a ja uzupełniłem zapas wody. Woda wydobywała się ze źródełka, była krystalicznie czysta, ale mimo to wolałem odkazić ją dwoma kroplami 3% roztworu jodyny, którą miałem w apteczce. Po tym zabiegu woda miała posmak szpitala, ale zaspokojenie pragnienia było ważniejsze od doznań smakowych.

Po południu na niebie pokazało się słońce, nie było nawet najmniejszego podmuchu wiatru, woda na jeziorze była jak lustro. Dane nam było podziwiać piękny zachód słońca.

Po przejściu 18 km dotarliśmy do miejsca wyznaczonego na nocleg . Była godzina 17. Od razu zaczęliśmy przygotowywać sobie posłania: Piotrek i Paweł rozstawili jednoosobowe namioty, ja rozwiesiłem na linkach ponczo przeciwdeszczowe, które tej nocy miało być moim schronieniem.

Zmrok zapadł szybko. Rozpaliliśmy ognisko. Piotrek poszedł spać dość wcześnie, bo o godzinie 20. Ja z Pawłem gawędziliśmy i grzaliśmy się przy ognisku do północy. Gdy kładłem się spać zerknąłem na termometr, temperatura wynosiła +2 stopnie Celsjusza. Sen przyszedł do mnie szybko. Podobno wszyscy troje głośno chrapaliśmy (Piotrek i Paweł na pewno, siebie nie słyszałem). Myślę, że dzięki odgłosom wydawanym przez sen odstraszaliśmy grasujące w pobliży wilki, rysie i dziki.

Około godziny 5 przebudziłem się. Zaczęło być mi zimno, więc postanowiłem wygramolić się z legowiska. W tym samym momencie wstał Piotrek. Telepało nami trochę z zimna, dlatego szybko rozpaliliśmy wygaszone ognisko. Paweł, skubaniec jeden, miał lepszy śpiwór i spał sobie dalej. Nie mogliśmy tego przeboleć i z zazdrości obudziliśmy go. Oficjalnym wytłumaczeniem jego pobudki było stwierdzenie: „Wstawaj, bo przegapisz piękny świt!”. Jezioro było błękitno-mleczne, klimat jak z filmów grozy.

Zagotowaliśmy wodę na herbatę, zjedliśmy to co nam pozostało z dnia wczorajszego, spakowaliśmy plecaki i ruszyliśmy w stronę miejsca, z którego dzień wcześniej wyruszyliśmy. Do przejścia mieliśmy tylko 3 km. Humory nam dopisywały, pogoda również.

Podsumowując: w trasie byliśmy 25 godzin, przeszliśmy 21 km. Wypad okazał się niezwykle udany.

Komentarze


Mati
W jakich proporcjach trzeba dodać jodyny, aby woda się odkaziła?

Artur
Na jeden litr wody należy dodać 5 kropel 3% jodyny.

Artur
I jeszcze trzeba odczekać 30 minut, aby woda się odkaziła.



Autor
Tresc
Ile jest dwa + dwa ?




 Do góry Strona główna

© Przechadzka.pl - opisy wypraw i wędrówek.