Wraz z rodziną początek wakacji uczciłem wyprawą do Paku Dzikich Zwierząt w Kadzidłowie. Pogoda była wyśmienita, ciepło i słonecznie, ale nie za gorąco. Po śniadaniu zapakowaliśmy się do samochodu i ruszyliśmy w drogę. Sama podróż, jak to podróż z trójką małych dzieci, wyglądała dość typowo dla tego rodzaju podróżników: siku, pić, jeść, bajka, kłótnie o to, kto gdzie może trzymać rękę, a gdzie nogę, pytanie co minutę „Kiedy dojedziemy?”. W południe dotarliśmy na miejsce, uiściliśmy wymagane opłaty i weszliśmy na teren parku.

Po parku nie można chodzić „samopas”. Kilkunastoosobowe grupy oprowadza przewodnik (zazwyczaj uczeń dorabiający sobie na wakacje). Ciekawą atrakcję stanowią przejścia pomiędzy zagrodami. Są to drabino-schody wykonane z pali i drągów. Szkoda, że w naszej grupie nie było żadnej „paniusi w szpilkach”, bo było by trochę śmiechu.

Część zwierząt w parku biegała nieskrępowana, część była za ogrodzeniami, ale można było je karmić i głaskać. Zwierzęta bardziej niebezpieczne (wilki) były za ogrodzeniem z elektrycznym pastuchem. Było dużo ptaków, ssaki roślinożerne i drapieżniki.

Całą trasę przeszliśmy wlokąc się na końcu grupy, nie mając z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia. Dzieci często jechały na barana i może dlatego czasami czułem się jak zwierz juczny. Z osłem od razu znalazłem wspólny język.

Komentarze


aneta
też mamy wakacyjny plan odwiedzenia Kadzidłowa już nie tylko z mężem ale z naszą małą miłośniczką zwierząt:) już się nie mogę doczekać!!! z pełną odpowiedzialnością polecam wszystkim to magiczne miejsce :)))

Artur
Hej Aneta, Uważajcie tylko na tego małego koziołka. Mój najmłodszy bohater szybko uciekł do mnie na ręce, gdy go koziołek zaczął szturchać rogami po tyłku.

aneta
Byliśmy! Nasz dwuletni szkrab pokonał cała trasę na swych małych ale jakże silnych nogach. Jako że Zosia jest, jak na swój wiek, niezwykle gadatliwym i dociekliwym dzieciakiem to nie obyło się bez pytań "a co to ", "a dlaczego '. Karmienie zwierząt oczywiście było mega atrakcją dopóki nie pojawiła się na horyzoncie cała zgraja natarczywych kóz- gdy ograniczało się to do 1-2 sztuki żarłocznych bestii wszystko było w porządku. Rogaty koziołek raczej omijał naszą pociechę bo był oblegany przez nieco starsze dzieci.Niestety nie mogliśmy się za to pozbyć osłów które dwoiły się i troiły w oczach a jak wiadomo nie są to do końca przewidywalne zwierzęta. No i przyszła kolej na wilka, który nie przeszedł bez echa bo Zosia do końca wędrówki po parku rozbawiała całą grupę historią jak to wilk zjadł babcię i Czerwonego Kapturka wydając przy tym złowieszcze okrzyki;) Wyprawa niezwykle udana, pogoda idealna. Było warto!

Artur
Zazdroszczę oglądania wilka, bo nam, szuja jeden, schował się i nie chciał pokazać :(



Autor
Tresc
Ile jest dwa + dwa ?




 Do góry Strona główna

© Przechadzka.pl - opisy wypraw i wędrówek.