Jest coś magicznego po zmroku w okresie letniego przesilenia słońca. Noc jest wtedy bardzo krótka (najkrótsza w roku), pogoda zazwyczaj dopisuje, zapachy kwitnących roślin intensywne, a w świecie zwierząt istny „szał narodzin” – od nowonarodzonych saren, poprzez malutkie żabki, po znienawidzone przez człowieka komary ze „świeżego” lęgu. Magię najkrótszej nocy w roku dostrzegali ludzie od tysięcy lat. Słowiańskie pogańskie święto Noc Kupały zostało zaadaptowane przez Katolików i obecnie obchodzimy Noc Świętojańską.

Najkrótszą noc w roku postanowiłem spędzić w lesie. Chciałem przespać się pod gołym niebem, bez namiotu i dachu z płachty - na ziemi tylko karimata i śpiwór.

Z obowiązkami rodzinnymi (kąpiel małych dzieci) uporałem się do godziny 20:30. Na skraj miasta, w pobliże lasu taksówka dowiozła mnie około godz. 21. Słońce chyliło się ku zachodowi i było już schowane za konarami drzew.

zachodzace słońce

Wiedziałem, że mam jeszcze godzinę czasu do zapadnięcia zmierzchu i kolejne pół godziny do nastania nocy. Szybkim krokiem ruszyłem w głąb lasu. Po dwóch kilometrach znalazłem miejsce, które wydawało mi się odpowiednie do spędzenia nocy. Legowisko rozłożyłem pomiędzy rosnącymi blisko siebie sosnami. W tym miejscu mrówki nie miały swoich szlaków, a zwisające nisko gałęzie tworzyły prowizoryczny dach, który co prawda przed deszczem by nie ochronił, ale powodował uczucie przytulności. Poza tym miejscówka była już sprawdzona przez … zająca. Rozłożyłem się centralnie na jego legowisku – trochę się martwiłem gdzie biedaczysko będzie spał tej nocy lub czy mnie przypadkiem nie wypędzi.

miejsce na nocleg legowisko

Około godziny 23:00 zrobiło się na tyle ciemno, że było widać gwiazdy. W przeciągu jednej chwili w lesie zamilkły wszystkie ptaki, a okolica zaczęła rozbrzmiewać rechotem tysiąca żab dochodzącym z pobliskiego rozlewiska.

ja w nocy

Po ciemku połaziłem chwilę po okolicy, poobserwowałem gwiazdy. Następnie wróciłem do legowiska i chwilkę przy pomocy telefonu komórkowego „pobuszowałem” w Internecie. Około północy ogarnęło mnie zmęczenie. Z buciorami i w ubraniach wlazłem do śpiwora.

Cała noc minęła spokojnie, żaden zwierz ani człowiek mi jej nie zakłócił. No może tylko komary były trochę upierdliwe, ale nakrycie się moskitierą na twarz załatwiło sprawę. Pomimo spokoju w okolicy, sen miałem płytki, co jakiś czas przebudzałem się i rozglądałem. Człowiek jest jednak przyzwyczajony do nocowania w bezpiecznym domu. W głowie siedzą bezzasadne obawy przed nocowaniem w lesie: wilk pożre, niedźwiedź rozszarpie, bóbr nogę odgryzie, sarna obsika.

O godzinie trzeciej nastał świt. Żaby ucichły, a rozwrzeszczało się ptactwo, do tego tuż nad moją głową. Wstałem, przez chwilę zachwycałem się porankiem, po czym zacząłem przygotowywać ognisko. Maiłem ze sobą puszkę zupy pomidorowej, którą podgrzałem i skonsumowałem.

świt śniadanie

Po śniadaniu zebrałem „klamoty” i ruszyłem w drogę powrotną. Wschód słońca spowodował, że las rozjaśnił się, kolory wyostrzyły, było rześko i świeżo. Rosły grzyby i poziomki.

grzyby poziomki

Gdy wydostałem się z lasu mogłem podziwiać miasto o wschodzie słońca. Rzeka i ściana lasu, też prezentowały się o tej porze dnia okazale.

miasto rzeka Narwe

Do domu dotarłem o godzinie szóstej. Kolejna przechadzka za mną.

Komentarze


Sławek
Świetny wypad. Też byliśmy tej nocy krótkiej na "magicznym " wypadzie ;) Pozdrawiam.

zbigniew
Spokojniej zaśniesz/a to jest warunkiem /radosnego powitania dnia,kiedy rozwiesisz nad sobą np. trap,i zapalisz znicz/świeczka szybko zgaśnie/. Wpatrywanie się w płomień TO JEST TO!



Autor
Tresc
Ile jest dwa + dwa ?




 Do góry Strona główna

© Przechadzka.pl - opisy wypraw i wędrówek.