Niedaleko miejscowości w której mieszkam znajduje się miasteczko o długiej historii – Nowogród. Leży ono u zbiegu rzek Narwi i Pisy. Obecnie Nowogród jest znany przede wszystkim z najstarszego w Polsce skansenu. Mowa o Skansenie Kurpiowskim założonym w 1927 roku przez etnografa Adama Chętnika. Od lat słyszałem o skansenie, ale jakoś tak nie było okazji odwiedzić. Postanowiłem to nadrobić i razem z żoną i przychówkiem sprawdzić, czy sława skansenu jest zasłużona.

Po śniadaniu zapakowaliśmy się do samochodu i po 45 minutach jazdy byliśmy na miejscu. Skansen był otwarty dla zwiedzających, ale tylko zewnętrznie – wnętrza chat były pozamykane. Nie przejęliśmy się tym, gdyż obszar skansenu okazał się być okazały powierzchniowo i oglądania było dla nas aż nadto.

Biegając za dziećmi, szybko straciliśmy orientację gdzie jesteśmy i co oglądamy. Dlatego nie zawracaliśmy sobie głowy, co oglądamy, tylko, czy nam się podoba.
Fajna chata, obok buda i pies na ganku – pstryk, fotka zrobiona. Syn stoi pod oknem, rozdziawia gębę – fotka pstryk. Dzieciaki włażą na jakieś głazy - myślę: zaraz nogi połamią... a tam, najwyżej w gips się włoży – pstryk, zdjęcie jest. Ooo, a teraz na drzewo się wspinają!? Wchodzę razem z nimi – pstryk, kolejne zdjęcie.

Trzeba uspokoić to stado dzikusów (znaczy się nas), bo już się ludzie gapią i jest zagrożenie, że wygnają ze skansenu. Ale to nie takie proste. Dzieciaki właśnie dostrzegły siano i już lecą porzucać się nim. A ta co? Się znaczy moja żona. Zamiast świecić dobrym przykładem, rzuca się sianem razem z dzieciakami, gania ich, rozkręca. Dobra, nie myślę już o tej zadymie, lepiej zajmę się robieniem zdjęć – pstryk, pstryk, pstryk...

W końcu rodzinka się zmęczyła i zgłodniała. Po skonsumowaniu kanapek, wypiciu wody i cukierkach na deser, nikt nie miał już ochoty na wygłupy i można było zacząć spokojne zwiedzanie (nie licząc ryków najmłodszego, który co chwila musiał dać o sobie znać poprzez niepochamowany wrzask, nie wiadomo tylko czy był to wrzask zachwytu, czy rozpaczy).

Czas płynął nieubłaganie. Trzeba było wracać do domu, chociaż w skansenie jeszcze wszystkiego nie zobaczyliśmy. O tym, że zabłądziliśmy, że przez dziurę w płocie weszliśmy na podwórko do gospodarza, który przerwał swoja pracę i nam wytłumaczył drogę powrotną, że nas lokalne psy obszczekały i przestraszyły córkę, nie będę pisał. Zbliżała się pora drzemki najmłodszego, więc w te pędy wróciliśmy do domu. Wszyscy zgodnie sobie obiecaliśmy, że do skansenu w Nowogrodzie jeszcze kiedyś przyjedziemy.

Komentarze


Siorka
Rewelacyjna wyprawa. Z taką rodzinką u boku przechadzka była pewnie po stokroć przyjemniejsza



Autor
Tresc
Ile jest dwa + dwa ?




 Do góry Strona główna

© Przechadzka.pl - opisy wypraw i wędrówek.